Usłyszałam mocne skrzypnięcie kół walizki, które zagłuszyło całą przestrzeń. Jednak nie straciłam orientacji, wręcz wytęrzyłam wzrok chcąc dostrzeć każdy, nawet najmniejszy ruch swojego towarzysza.
- Rozgość się - usłyszałam miły głos staruszka. - Będziesz teraz tutaj właścicielką, więc musisz przyzwyczaić się do otoczenia. Ja w tym czasie zrobie nam herbate - rzekł lekko pokaszlując. W zachrypniętym głosie dostrzegłam nutke zatroskania, ale i szczerości. Po chwili zniknął w drzwiach prowadzących, według moim domysłom, do kuchni.
Mój wzrok błądził po całym pomieszczeniu. Mały, przytulny salonik pachniał nowoczesnością, jak i starością. Dwie, idealnie połączone ze sobą cechy, współgrały ze sobą w sposób doskonały. Drewniane, okurzone skrzynie leżały w sporej ilości na posadce. Duże okna i piękne z nutką nowoczesności firanki nadawały temu pomieszczeniu przyjemny nastrój. Tuż obok znajdował się kominek, w którym iskry ognia tańczyły powolny taniec. Trzeba też wspomnieć, że był wykonany z drogiego kamienia. Dobrze zrobiony i wspaniale wykończony. Ostatnią rzeczą jaka przyciągnęła moją uwagę to komoda wykonana z dąbu. Grube i silne drzewo mogło wytrzymać nawet kilkadziesiąt lat, i nadal wyglądać świeżo. Autor tego mebla postarał się nie tylko o jakość, ale również o estetyke pracy. Nie spodziewałam się, że w tym pozornie skromnym domku są tak wartościowe rzeczy.
Ostatni raz spojrzałam na komodę w celu zapamiętania każdej, nawet najmniejszej rysy, gdy moją uwagę przyciągnął inny przedmiot. Na samej górze leżała ramka z jakimś zdjęciem. Mimo że to już praktycznie mój dom, nie chciałam być zbyt do przodu.
Naciągnęłam rękaw na dłoń i wpatrywałam się w tamto miejsce. Nie mogąc nic szczególnego dostrzec, ciekawość zwyciężyła. Cicho podeszłam do mebla i ujęłam ramke w ręce. Fotografia przedstawiała młodego chłopaka o bujnych lokach. Malinowe wargi tkwiły w uroczym uśmiechu, a niedaleko kącików ust były zauważalne dołeczki. Jednak z całego jego wyglądu, największym atutem były szmaragdowe oczy. Hipnotyzowały i dodawały pewnego rodzaju otychy.
- Widzę Kelly, że przypadł ci do gustu - usłyszałam za sobą zachrypnięty głos staruszka.
- Ja, ja przepraszam - zerwałam się mocniej naciągając swetr na dłonie. Szybko odłożyłam przedmiot zauroczenia i wróciłam na kanape.
- Nic nie szkodzi panno Janson - poprawił swoją siwą czuprynę. Położył dzbanek z herbatą i filiżanki na stole, po czym podszeł do komody.
- Ja na prawdę przepraszam panie... - zawahałam się.
- Jestem John, John Smith panno Janson i na prawdę nic nie szkodzi. To mój wnuczek - uśmiechnął się przenikliwie. - On zaginął - z jego niebiesko-szarych oczu popłynęły łzy, a moje serce poczuło ogromne ukłucie.
~.~
No to jest rozdział 1 : ) .
Zajęło mi trochę pisanie go, ponieważ gdy po raz pierwszy napisałam to usunęło mi się i od nowa trzeba było. Mam nadzieję, że warto było tyle czekać.
Jest już lekki zwiastun głównego wątku, więc mam nadzieję, że nikogo nie rozczarowałam C; .
WESOŁYCH ŚWIĄT MIŚKI ;* .
PRZECZTAŁAŚ/ŁEŚ? PROSZĘ SKOMENTUJ I DAJ MI TAKI DROBNY PREZENT NA GWIAZDKE : )
Jest świetny i miło się czyta czekam na kilejny i jak to harry nie żyje ?/ natalia
OdpowiedzUsuń" (...) To mój wnuczek - uśmiechnął się przenikliwie. - On zaginął (...) "
UsuńZaginął nie zginął. Reszty dowiesz się czytając mojego bloga. Dziękuję Natalia <3 .
Świetny! Ciekawość zżera mnie, czekając na następny rozdział.
OdpowiedzUsuńŻyczę powodzenia i Wesołych Świąt!;-)
O to chodzi by wzbudzić ciekawość. W kolejnych rozdziałach mam nadzieję będzie coraz ciekawiej c ;
UsuńDziękuję i nawzajem : )